prawem i lwem

Prawo

Wolałbym... / © Jarosław Warylewski

Wszystko zaczęło się w 1988 r. Czterech chłopców zabił 26 letni Mariusz Trynkiewicz. W 1989 r. został skazany na karę śmierci. W tym samym roku, na mocy amnestii, karę ta została zamieniona na 25 lat pozbawienia wolności. Z amnestii skorzystali nie tylko skazani na karę śmierci, ale akurat ci, nie powinni z takiego rozwiązania skorzystać. Był to ewidentny błąd. Czy można było rozwiązać ten problem inaczej? Tak, można było. Twierdzenie, że nie funkcjonowała wtedy kara dożywotniego pozbawienia wolności jest prawdziwe, ale w żaden sposób nie tłumaczące, dlaczego np. ot chociażby w samej ustawie amnestyjnej, nie wprowadzono kary tzw. dożywocia. Kodeks karny jej nie przewidywał, ustawa mogła ją do polskiego porządku prawnego wprowadzić. Czy naruszono by wtedy jakieś przepisy, a może Konstytucję? Nie. Co najwyżej mielibyśmy do czynienia z pewnym precedensowym przełamaniem dobrej praktyki legislacyjnej, polegającej na tym, że katalog kar zawarty w Kodeksie karnym ma charakter zamknięty dla całego systemu prawa karnego. Jednak przepisy dopuszczały wtedy, a nawet dopuszczają dzisiaj, funkcjonowanie kar tego rodzaju, o których kodeks karny nie wspomina – warunek jest jeden, wprowadzić je można wyłącznie na drodze ustawowej.

                Walałbym żeby tak się stało. Dzisiaj wszyscy by chyba woleli. Jednak, jak się okazuje Polak mądry jest po szkodzie…, czy aby na pewno…chyba i po szkodzie nadal jest głupi!

Wszystko się zaczęło w 2012 r. gdy Piotr Pytlakowski opublikował w „Polityce” artykuł pt.: „Krótka przerwa w zabijaniu”. Potem następne artykuły innych autorów, potem nagłe przebudzenie w Ministerstwie Sprawiedliwości, potem wątpliwa konstytucyjnie ustawa, potem Dyrektor ZK o wiedzy prawniczej niczym Król Salomon, potem sprawiedliwe działanie wymiaru sprawiedliwości, z terminami tak krótkimi, jak… . Dość. Histeryczne wręcz szukanie sposobów, żeby Trynkiewicza nie wypuścić na wolność, sztuczki i kruczki, pod którymi, o ile mi wiadomo, podpisuje się sam Minister Sprawiedliwości oraz jego z-ca, to wyraz oderwania od realności i sprawiedliwości zarazem.

Wolałbym już, żeby tak, jak po II w.św. zrobiono ze zbrodniarzami hitlerowskimi: powiedzieć otwarcie, że nie stać nas na przestrzeganie porządku prawnego, w tym konstytucyjnego, że dla zapewnienia bezpieczeństwa musimy poświęcić i wolność, i prawa jednostki, i zasady prawa karnego.  Tak byłoby uczciwiej. Tak byłoby sprawiedliwie, jasno i uczciwie Niestety, został jedynie cynizm, hipokryzja i populizm.